W gimnazjum wychodzą błędy wychowawcze, czyli dlaczego likwidacja gimnazjów to zły pomysł

Temat likwidacji gimnazjów był (lub nadal jest) na języku niemalże każdego polaka. Trwały debaty, toczyły się rozmowy. W internecie rozpętywały się dyskusje. Były kłótnie i wyzwiska. Miałam wrażenie, że wszyscy krzyczą, ale nikt nikogo nie słucha.
.
Powiem szczerze, że ja z reguły nie mieszam się w żadne internetowe dyskusje, a tym bardziej nie bawię się w żadne ‚gówno-burze’. Chociaż początkowo przemilczałam ten temat, to dziś podzielę się swoim zdaniem na blogu.
.
Według mnie likwidacja gimnazjów jest bardzo, bardzo, ale to bardzo złym pomysłem.
Mówię to jako osoba, która chodziła do gimnazjum; jako osoba, której bliscy młodzi członkowie rodzinny lada moment mieli iść do gimnazjum; i jako osoba, która jest mamą, której dziecko prawdopodobnie nie pójdzie do gimnazjum.
.
Zacznijmy od podstaw i przeanalizujmy kilka spraw..
 .
Po co powstały gimnazja?
 .
Powinniśmy najpierw zadać sobie to fundamentalne pytanie. Dlaczego? W jakim celu powstały gimnazja? Powstały one po to, aby między innymi odizolować dojrzewających osobników, których zachowaniem i sposobem myślenia rządzą buzujące hormony, od dzieci, które jeszcze nie wchodzą (przynajmniej nie tak gwałtownie) w wiek dojrzewania, tylko powoli dojrzewają w swoim tempie. 

 .
Możecie sobie zadawać pytanie „Co niby to tego mają jakieś hormony?!”
 .
Otóż chodzi o to, że w czasie, w którym nastolatek wchodzi w wiek dojrzewania – następuje u niego tak zwana ‚burza hormonów’. W czasie występującej zwiększonej aktywności hormonów w młodym ciele, zachodzi bardzo wiele zmian, które mają znaczny wpływ nie tylko na wygląd fizyczny, ale i psychikę dorastającego dziecka-nastolatka.

.
W czasie dojrzewania, dorastający osobnik buntuje się, pokazuje swoje (często odmienne) zdanie. Mentalnie chce odłączyć się od rodziców, tym samym dosadnie zaznaczając swoją niezależność.
.
Dlatego też w czasie szalejącej burzy hormonów tak bardzo pożądane ‚poczucie dorosłości‚ i ‚poczucie niezależności‚ nastolatek odnajduje w dotychczas zakazanych substancjach np. w papierosach, alkoholu. Jak i w imprezach czy często przygodnym seksie. Czyli w tym czego nie robią dzieci, a co mogą robić dorośli.
.
Ale przecież nastolatek powinien być bezpieczny, skoro od małego będzie przebywał w tym samym towarzystwie!
.
Teoretycznie tak. Wszyscy się znają od dziecka, jest fajnie. ALE hormonów nie oszukasz. To, że zmusimy nastolatka do przebywania w tej samej grupie rówieśniczej kilka lat dłużej, nie znaczy, że opóźnimy jego rozwój psychiczny oraz fizyczny i wszyscy razem będą się ładnie bawić zabawkami w piaskownicy aż do szkoły średniej.

.
Nie, to nie tak działa. Nie unikniemy buntów, nie zagłuszymy potrzeby wyrażania ‚własnego ja’, nie zatrzymamy prób eksperymentowania z używkami lub z własną cielesnością. Stety czy niestety hormony mają wpływ na więcej, niż nam się wydaje.
.
Dziecko przestaje być przedłużeniem rodziców
.
Wybaczcie mi to sformułowanie, osobiście uważam, że dziecko nigdy, ale to przenigdy nie powinno być przedłużeniem swoich rodziców. Niestety tylko takie sformułowanie pozwoliło mi w pełni zobrazować sytuację. Mam na myśli to, że dziecko psychicznie i fizycznie staje się w pełni odrębną istotą. Samo stara się kształtować swoją postać, ukształtować swój charakter i samemu stworzyć wszystko co będzie fundamentem w jego dorosłym życiu.

.
O ile dziecko do końca szkoły podstawowej jest podatne na wpływy rodziców. Czuje respekt do dorosłych, słucha się tego co się do niego mówi i nie podważa zdania wypowiedzianego przez rodzica. O tyle w gimnazjum, jak już mówiłam, na skutek zmian hormonalnych, nastolatek tworzy swoją własną, odrębną osobowość.
.
Wtedy samoistnie przecina się ta przysłowiowa pępowina łącząca oba pokolenia. I od tego momentu, nastolatek najpierw gwałtownie, później powoli przez kilka następnych lat będzie wchodził najpierw w wiek dojrzewania, a później w dorosłość.
.
Dzieci są odzwierciedleniem swoich rodziców 
.
..i swoje zachowania wynoszą z domu. W gimnazjum miałam w kręgu znajomych mi ludzi, bardzo wiele osób, z zupełnie różnych środowisk, które pokrótce przedstawiłam poniżej.
.
Skąd się biorą (niegrzeczne) dzieci? 
..Czyli krótkie streszczenie środowiska domowego
.
#1 Fajne rodziny
– Naprawdę fajne rodziny, w których panuje spokój i życzliwość. W tych domach z reguły nikt na nikogo nie krzyczał  i nic nie było załatwiane przemocą, ani fizyczną, ani słowną. Może i były kłótnie, sprzeczki czy dyskusje, ale raczej rodzice starali się aby wszelkie dyskusje były konstruktywne, a kłótnie odbywały się bez użycia agresji.  Dzieciom poświęcało się uwagę, często spędzano razem czas w przyjemnej atmosferze. Nikt nie czuł się izolowany, osamotniony czy mało ważny.

.
#2 ‚Dobre domy’ – Niby fajnie, nikt nikogo nie bije, nikt raczej na nikogo nie krzyczy. Duży dom jest, pieniądze są, konsole do gier są, masa gadżetów jest.. Ale jakoś miłości i uwagi brakuje.. W tych domach lepiej aby dzieci nie wchodziły w drogę wiecznie zabieganym i zapracowanym rodzicom. Dziecko coś chce? Chce rozmawiać? Chce uwagi? Ja nie mam czasu! Weź sobie kasę, ile chcesz i najlepiej zejdź mi z drogi. Albo wiesz co? Masz nowy komputer/telefon/tableta i lepiej siedź cicho (oby jak najdłużej!) bo nie mam czasu na pierdoły.
.
#3 Pozornie ‚dobre domy’ – z nutą nieprzewidywalności – wszystko fajnie. Dom zadbany, dzieci umyte, pranie zrobione, wszędzie czysto. Sąsiedzi mówią, że to prawdziwy wzór Polskiej rodziny! Wszystko takie super, wszystko takie idealne, ale tylko na pozór. Świat niczym domek z kart. Nigdy nie wiesz kiedy zawieje delikatny wietrzyk i wszystko się zawali. Nigdy nie wiesz kiedy przyjdziesz do domu i znowu zobaczysz pijaną matkę z kolejnym kolesiem w łóżku. Albo nigdy nie wiesz kiedy przyjdziesz ze szkoły i ojciec znów będzie nawalony, będzie chciał lać cię kablem po plecach za krzywe spojrzenie. Co z tego, że wczoraj był kochającym tatusiem, skoro kiedy pije zmienia się w bezwzględnego potwora. Albo Twoi rodzice wpadają w ciągi i nie trzeźwieją przez tydzień, albo znikają z domu i nie wiesz kiedy wrócą. A może nie mają dla Ciebie czasu? Interesują się Tobą tylko na pokaz, a kiedy zamykają się drzwi do Waszego domu to mają Cię gdzieś i najlepiej jakbyś zniknął im z oczu na zawsze. Ale zaraz zaraz, nie możesz zniknąć, bo przecież sąsiedzi by coś zaczęli podejrzewać i ta idealna rodzinka już nie byłaby w ich oczach taka idealna. No dobra, to zostań. Ale siedź cicho i nie przeszkadzaj.
.
#4 Jawne patologie – Bród, smród, jedno dziecko, czy dziesięć, nie ważne. Kto by to w ogóle liczył?  Ważne żeby hajs z zasiłków się zgadzał. Dzieci umyte? Ubrane schludnie? Lekcje odrobione? Coo?! To my w ogóle mamy jakieś dzieci? A no tak, sorry, zapomnieliśmy, przecież kasa z nieba nie spada. No i sama się wóda do domu nie przynosi. Dobra, leć po te bronxy i biegiem mi tu wracaj. A później spadaj na podwórko.
.
 .
Używając trochę wyolbrzymienia i nieznacznie zakrzywiając rzeczywistość przedstawiłam, tak mniej więcej, pokrótce środowiska domowe wśród bliżej lub dalej znanych mi ludzi. Trochę podkoloryzowałam, tutaj dodałam, tutaj odjęłam.
 .
W efekcie wniosków nie przekłamałam. Są to moje wieloletnie obserwacje, które podsunęły mi jednoznaczne wnioski takie jak:
 .
W gimnazjum wychodzą błędy wychowawcze
 .
To brutalne, ale prawdziwe. Takie jest moje zdanie. Przez całe życie byłam dobrym obserwatorem świata i na podstawie swoich wieloletnich obserwacji i swojego własnego doświadczenia mówię to wprost bez owijania w bawełnę. W gimnazjum wychodzą błędy wychowawcze i tak już po prostu jest. Dzieci są odzwierciedleniem swoich rodziców. STOP! Powinnam powiedzieć, że raczej dzieci są odzwierciedleniem PSYCHIKI swoich rodziców.
.
Pewnie domyślacie się z której z powyższych grup, moi znajomi w gimnazjum nie spojrzeli nawet na papierosa, nie spojrzeli też na narkotyki, ani tym bardziej nie w głowie były im przygodne stosunki seksualne. 

.
Tak właśnie, z tej pierwszej. Gdzie w rodzinie fundamentem były zdrowe relacje rodzinne. Gdzie nie panował strach, nie panowała nieprzewidywalność. A za to duży nacisk kładło się na wzajemne porozumienie bez przemocy, gdzie każdy może wyrazić swoje zdanie. I te zdanie w większym lub mniejszym stopniu było respektowane, a dziecko miało szczere miało poczucie, że jest ważne, a jego zdanie się liczy. Dzięki czemu nie będzie musiało szukać potwierdzenia swojej wartości wśród narkotyków, przygodnych łóżkowych znajomości czy aktów wandalizmu. Nie będzie musiało ich szukać ponieważ już w swoim domu dostało wystarczające poczucie, że jest ważne, kochane i akceptowane.
.
Tak więc narzędzia, które innym mogą dać chwilowe podwyższenie poczucia własnej wartości nie będą mu potrzebne. Żadne narzędzia do czegokolwiek nie będą mu potrzebne ponieważ wszystkie jego fundamentalne duchowe potrzeby zostały już dawno zaspokojone  w domu.
.
Natomiast jeśli potrzeby dziecka takie jak: poczucie bezpieczeństwa; poczucie, że jest się ważnym, kochanym i akceptowanym – nie zostaną zaspokojone, to dziecko najprawdopodobniej już jako nastolatek, będzie szukał potwierdzenia swojej wartości wśród wszelkiego rodzaju aktów wandalizmu. A poczucia bezpieczeństwa będzie szukał w narkotykach, a potrzeby miłości będzie szukał w pornografii lub w seksie.

.
Pieniądze i status społeczny nie grają w tej kwestii roli
.
Nie ważne czy masz wielki dom, czy Twoje dziecko jest jedynakiem czy ma pięcioro rodzeństwa. Nie ważne czy masz miliony w oszczędnościach, czy też ledwo starcza od wypłaty do wypłaty. To nie jest ważne. Najważniejsze jest to aby poświęcać dzieciom uwagę, szczerą uwagę. Wykazać szczerą chęć dialogu i wzajemnego porozumienia. Nie tak na odczepnego, tylko szczerze.

.
Założę się, że nie raz z większym zainteresowaniem przeglądasz posty znajomych na fejsie czy zdjęcia na insta niż słuchasz co ma ci do powiedzenia Twoje dziecko. Tak, mi też się to zdarza. Ale ważne jest aby przyznać się do błędu, przed sobą i przed dzieckiem. Przyznać się, że zrobiło się źle i nie tylko wykazać chęć poprawy, ale zacząć zmiany na lepsze już teraz.
 .
Nie będę Cię okłamywać i nie powiem Ci, że jeśli całe życie olewałeś swoje dziecko i nie miałeś dla niego czasu, to jeśli raz zapytasz co tam u niego słychać, to odbudujesz swoje relacje z nim i będziecie razem szczęśliwie biegać po łące. Nie, to tak nie działa. Jeśli dziecko przez całe swoje życie otrzymywało choćby niewerbalne komunikaty o tym, że jest nieważne, niegodne uwagi i niegodne jakiegokolwiek zainteresowania – to jeden analogiczny do powyższych komunikat tego nie zmieni. To jest żmudna, wielomiesięczna, a nawet wieloletnia praca. Ale warta jest efektów.
.
To wszystko co napisałam nie wyklucza tego, że starasz się być najlepszym rodzicem na świecie
.
Błędy wychowawcze nie muszą być popełniane świadomie. Przecież każdy z nas je popełnia i będzie popełniał. KAŻDY! Jedyna różnica między jednymi, a drugimi jest taka, że jedne błędy będą mało znaczące dla dziecka, a inne mogą wywrzeć znaczący wpływ nawet na całe jego życie dorosłe.

.
Jestem pewna, że większość rodziców chce dla swoich dzieci jak najlepiej, jednakże wiele błędów wychowawczych jest po prostu nieodpowiednim, wielopokoleniowym nieświadomie powielanym wzorcem. Wy jesteście odbiciem swoich rodziców, Wasi rodzice są odbiciem swoich rodziców i tak dalej i tak dalej.
.
Oczywiście, że ktoś może się wyłamać i stworzyć swój własny, solidny fundament. Ale niestety nie zawsze to się udaje i jest to naprawdę ciężka praca. A poza tym, aby coś zmienić trzeba być świadomym błędów. Niestety często nie są one tak oczywiste. Skąd mamy wiedzieć, że robimy coś źle skoro robili tak nasi rodzice, ich rodzice i rodzice ich rodziców? Tak powielane wzorce stają się normą w danej rodzinie i trudno jest dostrzec, że coś tutaj jednak jest nie tak.
.
NIE dla likwidacji gimnazjów.. 
.
W końcu nawiązując do tytułu..  Jestem przeciwniczką likwidacji gimnazjów, ponieważ uważam, że dorastająca młodzież powinna zostać oddzielona od małych i bezbronnych dzieci. Możemy próbować na siłę zmienić zachowanie dorastających dzieci, ale niestety hormonów nie oszukasz, natury tym bardziej nie oszukasz. Swoich błędów wychowawczych popełnianych przez całe lata też nie oszukasz.
.
Ponadto jeśli nastolatek tak dosadnie chce wyrazić swoją odrębność, chce pokazać swoją indywidualność, chce wyrazić głośno swoje zdanie, chce pokazać, że jest niezależny. To czy likwidacja gimnazjów, które mimo wszystko były takim ‚polem do manewru’ na którym można było się wyrazić, nie będzie próbą uciszenia, zgaszenia tych niewygodnych osobników?
.
Czy nie będzie to nieudolna próba włożenia ich w jakieś odgórnie przyjęte ramy? Próba powstrzymania wyrażania ich odrębności tak by robili to czego chcą dorośli?
.
A czy przypadkiem takie postępowanie nie zadziała jak płachta na byka?
Według mnie takie postępowanie tylko podsyci bunt, a im bardziej będzie się zamykać tę ich odrębność i samodzielność w klatce, tym bardziej i głośniej będą chcieli ją wyrażać.

.
Małe dzieci wśród buntujących się nastolatków 
.
Powiem jeszcze, że nie wyobrażam sobie swojej małej, nieświadomej świata córeczki wśród dorastających ‚byków’, którzy zaczynają odczuwać i co więcej, zaczynają chcieć zaspokoić swoje potrzeby seksualne, ale także zaczynają eksperymentować z seksem, z narkotykami i innymi używkami.

.
Często nastolatkowie nie potrafią sobie poradzić ze swoimi uczuciami, ani tym bardziej z rządzącymi nimi hormonami. Niestety więc rykoszetem mogą oberwać te małe bezbronne dzieci. A tego chciałabym uniknąć. Co prawda jestem przerażona tą myślą, ale staram się myśleć pozytywnie..
.
Co możemy zrobić?
.
Kijem rzeki nie zawrócę, nie mogę też stać na całodobowej straży u boku mojego dziecka kiedy tylko przekroczy próg szkoły podstawowej. Ale za to mogę rozmawiać ze swoim dzieckiem, mogę uczyć jej dialogu, mogę uczyć ją odróżniać dobro od zła.

.
Mogę uczyć ją zaufania do mnie, co poskutkuje tym, że nie będzie bała się powiedzieć mi kiedy coś wzbudzi jej niepokój, dzięki czemu będę mogła odpowiednio i w odpowiednim czasie zareagować na niepokojące sygnały.
.
Całego świata nie zmienimy, nie zamkniemy dzieci w złotych klatkach, ale możemy już teraz zacząć pracować na to, aby przy pierwszej lepszej okazji nie uciekły od nas, ale by chętnie wracały i dzieliły się z nami swoim światem. 
.
Nie uda się to nam jeśli będziemy dzieci trzymali na smyczy. Nie uda się to też jeśli puścimy dziecko luzem w świat dając mu aż zanadto kredytu zaufania. To są bardzo proste wyjścia, drogi na skróty i niestety tędy nigdzie nie dojdziemy.
.
Najtrudniejszym, ale zarazem najlepszym wyjściem jest budowanie od podstaw trwałej relacji, prawdziwej, szczerej więzi. Nie jak koleżanka z koleżanką, nie jak kumple, nie jak przyjaciele. Ale jak równy z równym, jak człowiek z człowiekiem.
.
Nie róbmy przy dzieciach z siebie wielkich guru podczas gdy tak naprawdę czegoś nie wiemy. Pokażmy dzieciom, że też jesteśmy ludźmi, mamy gorsze dni, mylimy się, potykamy się i podnosimy. Że możemy sobie ufać, możemy się śmiać, a wyznaczanie zasad i reguł panujących w domu wcale nie musi się kojarzyć ze strachem i z rozciętą skórą od klamry skórzanego paska.
.
Diabeł tkwi w szczegółach
.
Świat jest zbudowany z malutkich cząsteczek, gdyby nie one to nie byłoby nic. Cząsteczki to podstawa! Tak samo jest w życiu, na nasze wielkie i długie życie składają się drobne gesty i krótkie momenty, pozornie nic nie znaczące chwile. To są fundamenty, one są najważniejsze i najistotniejsze.
.
Więc już dziś postarajmy się by były one jak najtrwalsze. W końcu na tych fundamentach powinniśmy zbudować trwałą, solidną i wspaniałą relację. Więc raczej nasze fundamenty nie powinny one być byle jakie, prawda? W przeciwnym razie z jakością relacji też będzie nie najlepiej.  
.
Jakkolwiek by miało nie być, zadbaj o solidne fundamenty w relacji ze swoim dzieckiem. To klucz do sukcesu
.

Dodaj komentarz