Dwie nieodłączne rzeczy, które nadadzą sens Twoim działaniom i pozwolą Ci ruszyć z miejsca

Poczucie bezsensu, miotanie się w miejscu, przytłoczenie, chodzenie w kółko – to tylko jedne z wielu skutków braku wyznaczonego celu.
.
Często wydaje nam się, że konkretny cel nie jest nam do niczego potrzebny. Podlegamy złudzeniu, że wcale nie musimy go mieć, i na pewno bez niego jakoś damy radę. Niestety takie myślenie jest fatalne w skutkach. Wiem, ponieważ sama przeszłam tą drogę i zmarnowałam przez to maaaasę czasu.
.
Jeden fatalny błąd
.
W styczniu pisałam tekst o moich luźnych planach na 2017 rok. Wszak po roku 2016, który okazał się dla mnie niesamowitym sukcesem w rozwoju osobistym – postanowiłam dać sobie chwilę odpoczynku. Aby to uczynić postanowiłam luźno określić swoje cele. Czyli wyglądało to mniej więcej tak: ‘coś tam zaplanuję, coś tam zrobię, coś tam osiągnę, jakoś to będzie’. Myślałam, że to wypali i wszystko będzie w porządku. I owszem, może w przypadku, w którym nie chciałabym NIC osiągnąć może i byłby to dobry pomysł.
.
Dodam, że nie ma nic złego w odpoczynku, nie ma nic złego w tym, że czasami damy sobie odrobinę luzu. Jeśli możemy sobie na to pozwolić i nie mamy żadnego ciśnienia, to czemu nie? Jednakże ja teraz chcę coś osiągnąć, chcę do czegoś dojść. I dopiero teraz, po niemalże pół roku od tej feralnej decyzji, zrozumiałam jak ogromny popełniłam błąd.
.
Lepiej późno niż później
.
Na nic zdały się znaki ostrzegawcze, które dawały się we znaki już w styczniu(!). Gdzieś z końcem stycznia zaczęło mi się wszystko sypać. Powoli, powoli, aż w końcu doszło do momentu, w którym funkcjonowałam do granic swoich możliwości, czasu miałam coraz mniej (a w pewnych chwilach to już w ogóle!), zadań coraz więcej i praktycznie NIC nie było zrobione, a przynajmniej nie tak jak powinno.
.
Fatalne uczucie, kiedy orientujesz się, że zmarnowałeś niemalże pół roku. Jednakże pocieszam się tym, że jest to nic, w porównaniu z ludźmi, którzy marnują nawet i całe swoje życie. No, ale dziś nie o tym.
.
To, co nada sens
.
Dopiero niedawno zrozumiałam, a raczej przypomniałam sobie, że kluczem do efektywnego działania jest.. CEL. To takie banalne! Ale jak mówi słynne przysłowie – najciemniej pod latarnią. 🙂
.
Miałam jakieś tam plany, jakieś tam listy zadań i jakoś sobie żyłam. Ale przecież ja nie chciałam jakoś żyć! Chciałam żyć tak jak naprawdę chcę. Chciałam żyć i działać na miarę moich ambicji i możliwości. Moim błędem było tworzenie całej masy list zadań i ogólnych planów.. bez wyznaczenia celu! Przez ten jeden błąd przez wiele miesięcy kręciłam się w kółko.
.
Wyznaczanie celów – jak robić to dobrze?
.
Pamiętaj, że mając jedynie strategię bez celu, lub cel bez strategii – będziesz kręcić się w kółko.
.
Zastanów się co jest Twoim celem, co chcesz osiągnąć i co jest w tym momencie dla Ciebie ważne. Kiedy już wyznaczysz cel, jeśli jest to możliwe, rozbij go na części (powoli tworząc tym samym strategię).
.
Dajmy sobie za przykładowy cel – remont domu. Remont domu brzmi bardzo ciężko i od razu odstrasza. Rozbijmy to na kawałki, a w tym wypadku, na pomieszczenia. Remont łazienki, kuchni, przedpokoju, sypialni, pokoju gościnnego, pokoju dziecka, piwnicy, etc. To już brzmi mniej ogólnikowo, czyli lepiej.
.
Tak więc wybieramy sobie jedno priorytetowe pomieszczenie, planujemy jego remont rozkładając go na czynniki pierwsze. Cel pod tytułem ‘remont kuchni’, rozbijamy na mniejsze zadania, które później ułożymy chronologicznie. W tym wypadku będzie to pewnie wynoszenie mebli, skuwanie kafli, etc. Do tego zakupy potrzebne do remontu, kupno mebli, porządki takie i owakie, itp.
.
To też możemy rozbić na mniejsze części i podzielić na zbiory/listy. Zatytułowane np. ‘zadania związane z przygotowaniem kuchni do remontu’, ‘rzeczy potrzebne do remontu’, ‘czynności remontowe’, i tak dalej i tak dalej.
.
Oczywiście jest to jedynie przykład, i tym momencie chodzi mi tylko o zobrazowanie Wam całego mechanizmu dzielenia celów na poszczególne segmenty, oraz na zadania do nich przypisane.
.
Tak jest po prostu szybciej i przede wszystkim łatwiej. I powiem Wam jeszcze jedno, długo miałam cel bez planu. Był też czas, gdy ułożyłam plany, ale gdzieś po drodze straciłam cel z oczu. W obu przypadkach moja efektywność gwałtownie spadała, a ja czułam się fatalnie. Byłam wyssana z energii i chwilami nie chciało mi się żyć.
.
Dziś wiem, że jedno bez drugiego nie może prawidłowo funkcjonować. Na początku jakoś pójdzie, a później będzie już tylko gorzej. Szczerze Wam tego NIE polecam.
.
I aby zachęcić Was do niepopełnianie moich błędów, stworzyłam dla Was proste checklisty, obowiązkowo z miejscem na wpisanie celu. Powstały one w różnych wariantach, tak abyście mogli wybrać te, które Wam odpowiadają. Testowałam je jakiś czas i u mnie sprawdzają się po prostu świetnie. Niektóre przyklejam na lodówkę, inne trzymam luzem w widocznym miejscu (np. na biurku), a jeszcze inne przyczepiam sobie do kartki w kalendarzu. 🙂
.

> POBIERAM CHECKLISTY <

.

A co z pierdołowatymi zadaniami?

Zdaje sobie sprawę, że każdy z nas ma do wykonania tak zwane zadania pierdołowate. Czyli takie, które często nie przybliżają nas do żadnego większego celu, a mimo to i tak trzeba je zrobić. Mowa tutaj o myciu naczyń, myciu podłóg, a nawet o załatwieniu jakiś spraw przez telefon czy też ‚na mieście’.
.
W tym przypadku również przydadzą się powyższe listy. Wtedy zamiast celu, piszemy po prostu, że są to zadania pierdołowate (z zaznaczeniem, czy są one do wykonania zdalnie, np. przez komputer lub telefon. Czy też trzeba się gdzieś przejść w celu ich realizacji), po czym wypisujemy je wszystkie i staramy się je rozwiązać w jednym bloku czasowym (choć i to nie jest obowiązkiem). Satysfakcja z wykreślania takich pierdół z listy jest po prostu mega! 🙂

A, i podpowiem Wam jeszcze, że te checklisty z powodzeniem sprawdzą się również jako listy zakupów 😉
.

Miłego odhaczania zadań Wam życzę! 😉

.